sobota, 14 listopada 2015

Nie umiem być suką, a ty sypiesz mi wiatr w oczy...

Co tu dużo pisać? Taka prawda. Chciałabym być wredną suką, bez litości odpłacić się tym samym, co sama dostałam, ale nie potrafię. Mimo szczerych chęci. Powód? Najbardziej durny z możliwych... bo kocham...


sobota, 7 listopada 2015

Złamane serce raz kolejny

Nawet nie wiem, jaki powinnam dać tytuł posta. Może do 3 razy ... A. K. J. I ile jeszcze?
Czy to naprawdę tak dużo, żeby wymagać od kogoś szacunku, i mówienia prawdy? Pięć miesięcy temu usłyszałam,  że wszystko się zmieni, że nie będzie żadnych głupot, i co? I jest kolejna kretynka, która traktuje go jak super faceta. Swoją drogą coraz gorsze te panie sobie wybiera, paskudy poprostu.
Mam mętlik w głowie. Miliony pytań,  co robić dalej. Rozmawiać i ratować czy odejść bez słowa? Nie wiem co lepsze. Serce jest za tym pierwszym, a głowa za drugim. Mam dość włosów w całym mieszkaniu, zdjęć na kompie, i dzielenia się tym,  co moje. Niby kocha a pozwala, żebym czuła się tą najgorszą. I to ja się nie staram, to ja nie walczę.  Ale ja się już na walczyłam,  i co dostałam w zamian?  Kolejne kochanki.  Boje się,  strasznie się boje. Mogłabym odejść,  ale się boje. Że się będzie mścił i odbierze mi to, co kocham najmocniej. Już teraz wiem, dlaczego tak wymownie patrzyły na mnie pewne osoby. Teraz rozumiem ich zachowanie. Powinnam się była od razu zorientować...
Naprawdę chciałabym wierzyć w to, że będzie ok. Ale przestaję mieć na to siłę.  Nawet nie wiarę,  tylko siłę.  Miał wszystko. Uczucie,  wsparcie, zmianę jakiej nikt by może dla niego nie zrobił, a co daje? Złamane serce...
Zawsze w nas wierzyłam i chciałbym, żeby było tak jak kiedyś. ...

sobota, 17 października 2015

Powrót...

Minęło trochę czasu. Kilka miesięcy...

Jak ufać, skoro na każdym kroku się to zaufanie traci? Czy samo słowo kocham wystarczy, żeby to wszystko obronić? Ciągle jestem w punkcie wyjścia. A zwyczajnie chciałabym żyć normalnie...

Płyną mi po policzkach łzy. Czuje się jak debil. Jak ciągle okłamywany debil. Kocham, i chciałabym wierzyć, że będzie dobrze, ale jak...

Boję się, znowu się boję. O jedno tylko, o tą włochatą kulkę. Mam ją, ale boję się stracić. Musze znaleźć siłę, żeby ją obronić...

niedziela, 5 lipca 2015

I jak tam? I tak tam...

I jest dobrze, i jest gorzej. Zależy. Bo raz mam więcej nadziei, a raz jest ona zatracana przez bzdety. W sumie to jakie to ma znaczenie...
Chciałam dać szansę, naprawdę, bo kocham i uważam, że powinno się ratować wszystko. I druga strona podjęła ta walkę. Ale to takie dziwne. Szkoda tylko, że jesteśmy dwie? trzy? nigdy nie byłam sama? I co jest prawdą? A co kłamstwem? I dlaczego zaprzątam sobie myśli takimi pierdołami?
Nie wiem - tyle wiem...

niedziela, 7 czerwca 2015

Ból serca

Taki ból serca, przepełniony pustką, obawą, strachem - to właśnie to, co czuję. Nie wiem, jak się w tym wszystkim odnaleźć...
Torby już rozpakowane. Jeśli tak można to nazwać. Co było potrzebne - jest na wierzchu, cała reszta wciśnięta jest w szafę tak, że przy jej otwarciu wszystko poleci. Bo ciężko odnaleźć się w nowym miejscu.
 
Staram się nie tracić nadziei. Myśleć pozytywnie. Na ile się to zda? Czas pokaże...

wtorek, 2 czerwca 2015

Hm...?

Najpiękniejszy rodzaj szczęścia to ten, w którym czujesz, że wszystko jest tak, jak powinno. Nie chodzi o wielkie, niesamowite wydarzenia, które zmieniają twoje życie o 180 stopni, tylko o spokój ducha, o zasypianie z poczuciem, że twoje jutro jest bezpieczne, a wszystkie sprawy są poukładane.
 

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Smutek, tęsknota

Bardzo mi nieswojo. Czuję się jak na wakacjach, z których zaraz wrócę. Tak na chwilę mnie nie ma, zaraz będę ... A tak faktycznie, będę - może kiedyś, może nigdy...
 
Tak chciałabym zamknąć oczy, wyłączyć myślenie i trwać... Trwać z nadzieją, że będzie lepiej... Bo kiedyś będzie - wierzę w to. Choć teraz czuję smutek i z oczu płyną łzy...

sobota, 30 maja 2015

Pragnienie

Tak bardzo chciałabym, żeby wszystko się ułożyło i żeby to była prawda.

Książę z bajki

Naprawdę, nie chodzi o to, żeby u boku mieć księcia z bajki. Czy to naprawdę aż tak trudno pojąć?! 
Zwracasz uwagę, obiecuje poprawę, a robi dalej to samo... Telefon za telefonem, rozmowy w ukryciu, byle nikt nie usłyszał, sms za smsem. Potem twarz zbitego psa. Nie ogarniam tego, naprawdę. Nie wiem, jak to widzi, jak zamierza o to walczyć. Ciekawe jak wygląda człowiek stający na rzęsach;)?

Co dalej?

Nie wiem, co dalej? Serce krwawi, bo kocha. Kocha szalenie, oddanie. I cierpi. 

wtorek, 26 maja 2015

Warto czasem zaufać...

I stało się. Rozmowa, prawda. Prawda, która boli... 
Jak łatwo ocenić innych. Nie wolno oceniać mając jedynie domysły. Nie wolno!!!
Okazało się, że można mieć uczucia. I to głębokie. Rozsądne...
Tak trudno odejść. Zostałam jeszcze, ale będę musiała się spakować i odejść. Za parę dni. Nie wyobrażam sobie tego. Jak zabrać kawał życia, schować do pudełek i odejść. I co potem?...
Oby życie okazało się łaskawe... 

poniedziałek, 25 maja 2015

Wóz albo przewóz

Czuję strach. Zwyczajnie boję się jechać do domu, bo nie wiem co tam na mnie czeka. Można odejść łatwo i to byłoby najprostsze, ale muszę powalczy o tą małą włochatą istotkę. I ufam, że wygram. Ufam, że człowiek bez uczuć, jednak je ma...

Ma inną, ma szansę na nowe życie, ale na złość odbierze mi wszystko. Ten ostatni promyk nadziei, ten ostatni uśmiech i radość serca. Ale choćbym miała zejść do samego piekła, żeby podpisać pakt z diabłem, to mu na to nie pozwolę. 

niedziela, 24 maja 2015

I kto jest winien?

Pada na mnie, bo ja jestem wredna, bo odpyskuję, ale coś tam zaironizuję... I nic nie potrafię robić oczywiście - wyglądać, robić, pomagać, itp. 

Postawić wszystko na jedna kartę...

Strach, to jest teraz to, co czuje. Paniczny strach, że mi go odbierze. Nie boję się niczego innego...
Muszę postawić wszytko na jedną kartę - wóz albo przewóz. Boże, żebym tylko odnalazła siłę...

Dwa fronty

Życie na dwa domy musi być ciężkie. Może powinnam mu współczuć, że tyle problemów się nawarstwia...
Mam takie zawiedzione serce. Takie zranione. Jak to odbudować? I ile to będzie trwać? Ale te małe brązowe oczka wywołują uśmiech na mojej twarzy i pozwalają trwać.

Kiedyś wszystko straci i zostanie sam. Nie buduje się szczęścia na nieszczęściu kogoś innego...

Rozterki...

Tyle słów dających nadzieję. I jeszcze więcej zachowań podcinających skrzydła tej nadziei. Każdy gest jest załamaniem. Tak trudnym i ciężkim. Na tyle, że serce krwawi i krwawi...

Naprawdę nie jestem ślepa. Choć chciałabym czasem...

sobota, 23 maja 2015

The power of mystery ...

Tajemnica goni tajemnicę. Nigdy o nic nie pytałam. Bo się ufa. Kochając to nawet bezgranicznie. I bezgranicznie stara się tego zaufania nie stracić u ukochanej osoby. Wychodzę z założenia, że im mniej wiesz, tym dłużej żyjesz spokojnie. Poza tym, jak chcesz oszukać, to i tak to zrobisz. Zawsze mamy jakieś tajemnice. Każdy je ma. Szkoda, że niektórzy, jak mój mężczyzna, robią z siebie debili kiedy im zawraca się na to uwagę.

Zaczęło się od tego, że po dwóch latach bycia razem dowiedziałam się, że tak naprawdę jestem kochanką. Kiedy przestałam nią być, bo się rozwiódł (w sumie nie dla mnie), okazało się, że muszę zmierzyć się z jego kolejnymi kochankami. Ciągle byłam z nim i jeszcze z kimś. Ciągle był ktoś jeszcze. Żeby było śmiesznie każdą z nas kochał, każdą mamił i okłamywał. Zawsze wracał, więc może mnie kochał bardziej? Nie wiem, i nawet nie chcę już tego wiedzieć.
Chyba miałam tą przewagę nad pozostałymi paniami, że o nich zawsze wiedziałam. Nigdy bym się nie spodziewała, że ze strzępków informacji można znaleźć kogoś i wiedzieć o nim niemal wszystko. Genialny ze mnie detektyw;)

Przy pierwszej z nich, moje serce było tak złamane, że gorzej się nie dało. Ale chciało walczyć o miłość. Zmieniłam siebie, zmieniłam swoje życie, wszystko poświęciłam dla tego "jedynego". Usłyszałam wtedy od koleżanki, że wypiękniałam, że miłość potrafi tak człowieka uskrzydlać. Tak naprawdę to była desperacja. Zrobiłam coś dla siebie, ale ogromnym kosztem. Schudłam, nie jadłam przez dwa tygodnie, nabawiłam się nerwicy. Byłam na każde pstryknięcie palcami. Żyjesz w ciągłym stresie, bo nie wiesz co będzie dalej. Jak chciał się z nią spotkać to kłamał, że z kolegami idzie na trening. Oczywiście nie było mowy o tym, żeby coś napisać lub zadzwonić. Musi odpocząć. Dałam mu czas do końca roku (jakieś 3 miesiące) na zmianę. Byłam gotowa odejść. Ale pech chciał, że przylazł z podkulonym ogonem. Zaczął znowu się starać. Zmiękłam. A nie powinnam. Powinnam w twarz rzucić mu jej rzeczy znalezione w domu. Wściekła byłam na nią. Ale tak naprawdę była w tym wszystkim niewinna. Nie jej wina, że trafiła na takiego faceta.
Uznałam, że jego zmiana jest warta zaryzykowania dalszej walki.
Ale nie było już tak samo. Z uroczego mężczyzny stał się zwykłym chamem. Na każdym kroku udowadniał mi, jak to określił, że "jestem głupia jak but". Nie minęło pół roku, a pojawiły się kolejne panny. Szybko znikały, pojawiały się kolejne. Durne baby korzystające z portali randkowych. Aż pojawiła się ta najbardziej kochana panna (fanka samojebek w solarium). Ten sam schemat zdrady. Z tym, że tym razem dużo większe obietnice, jak się okazało. 
Gdyby nie to, co mnie przy nim trzyma, odeszłabym już dawno. Całe szczęście to nie jest miłość. Choć kocham go bardzo i wiele bym dla niego zrobiła. Szkoda, że to nie działa w dwie strony.

Blisko mnie - a jednak daleko ...


Niby obok, ale ciągle osobno. Niby coś łączy, ale nie ma o czym rozmawiać... Swoją drogą dostałam kiedyś szlaban na mówienia o swoim życiu, bo kogo one interesuje. 
Waży się każde słowo, każdy gest. Taki człowiek jest głupi, że mu zależy na kimś, nie chce go ranić. A nie dostaje nic w zamian. 
Szczerości słów też brakuje. Ciągłe tajemnice i kłamstwa przeplatają się ze słowami "kocham Cię". Wiem o wielu rzeczach i jedno mnie zastanawia: czy on udaje durnia i naprawdę myśli, że tak świetnie to ukrywa czy jest naprawdę przekonany, że jestem aż tak ślepa?
Moja druga połówka to ciekawy fenomen. Sama się zastanawiam skąd się to bierze. I u mnie i u innych. Ale o tym kiedyś napiszę osobno, bo to bardzo ciekawe:)
Jedno, co mogę powiedzieć: moje serce ciągle bije mocniej, adrenaliny mu nie brakuje, bo ciągle się coś dzieje. Szkoda tylko, że u innych są to wzloty, a u mnie upadki. Ale co nas nie zabije, to nas wzmocni:) zawsze w to wierzyłam. Tak jak w to, że nic w życiu nie dzieje się przypadkiem.

piątek, 22 maja 2015

... żeby było tak, jak kiedyś...

Nigdy nie było idealnie. Bo ideałów nie ma. Nie było kłócenia się, fochów, cichych dni, trzaskania drzwiami. To mi imponowało. I w sumie dalej tak jest. Wydawałoby się, że jest normalnie. Ale były tajemnice, których może było za dużo. Przychodzi taki moment, że nie wie się, co jest już prawdą, a co nie. Mówi, że kocha, a ja zastanawiam się czasem czy to prawda. Wiem, że tak. Ale... i jest to ale...
Zaczęło się niespodziewanie. Smsy, rozmowy, spotkania, maile i tak minęło 5 lat. To nie były idealne lata, choć dwa pierwsze tak bym określiła. Był uroczy. Inny. Wydawało się, że docenia to, co ma. Że akceptuje. I nagle wszystko się zmieniło. Nagle okazało się, że jestem z zupełnie kimś innym. Aroganckim, chamskim, przykrym, wytykającym wszystko, z tak wielkim ego wypieprzonym w kosmos, że większego nie ma. Dwie osoby. Jakby dwaj bracia bliźniacy. 
Chciałabym, żeby było tak jak kiedyś. Zaufałam tej miłości, oddałam serce, bezgranicznie walczyłam, żeby to ratować, dając wszystko co mam. I co mi zostało - skrzywdzone serce.

czwartek, 21 maja 2015

Serce zwariowało...

Jak bardzo serce może zwariować? Oj bardzo. Aż tak, że pozwala rozumowi przestać poprawnie funkcjonować. Zawsze uważałam, że to jest stan patologiczny i nie powinien mieć miejsca. Aż sama tego doświadczyłam. Nagle wszystko w co wierzyłam racjonalnie, pękło jak bańka mydlana. Wystarczyła jedna miłość, której dałam szansę. Inne zaprzepaściłam, straciłam, więc tym razem dałam się jej porwać. Czy dziś, wiedząc to, co wiem, też bym tak zrobiła? Hm... wiele bym zmieniła. Dałabym szansę, ale po pierwszym zranieniu, nie pozwoliłabym na kolejną ranę.

Kolejny wieczór leżę sama w ogromnym łóżku. Sama, choć na półce stoi zdjęcie moje i jego. Pełne nadziei i planów. I co? I prawda jest taka, że będąc z kimś, czuję się jakbym była wciąż sama...

Serca Rytm czas zacząć ...

Długo zastanawiałam się czy zacząć pisać tego bloga. I stało się. Przelała się czara goryczy. Przychodzi taki moment, że należy coś ze sobą zrobić, taki rozrachunek życiowy i zastanowić się, co dalej. Choć tego akurat nie wiem, mam nadzieję, że może pisanie wskaże mi jakąś sensowną drogę...

O czym chcę pisać?
O swoim sercu. Jego rytmie. Jego doświadczeniach. I o mojej drugiej połówce - fenomenie, którego próbuję rozszyfrować.

Kim jestem?
Ktoś, kiedyś powiedział o mnie: "Mała cholera o wielkim sercu". I to był strzał w dziesiątkę...
Ola z imienia, według metryki - młoda dziewczyna. Nie jestem najlepszym człowiekiem, ale staram się nim być. Staram się tak żyć, żeby móc spojrzeć sobie w lustrze w twarz. Rzadko czegoś żałuję, bo uważam, że wszystko w naszym życiu czegoś nas uczy i wzmacnia, uszlachetnia. Świat nie potrafi się zawalić, jeśli mu na to nie pozwolimy. Mój raz jedyny chylił się ku zawaleniu. Przetrwałam. I tym razem też dam radę...