Masz rację, jestem naiwna. Jestem z Tobą, a to od lat jest naiwne...
Stało się. Nie minęło nawet 20 dni. Miałam wypadek. Z nerwów, braku rozwagi i roztropności. Uważam się za dobrego kierowcę, ale nawet najlepszym zdarza się pomylić, zrobić błąd. Ale to nie jest najgorsze. Mogłam mieć ludzie życie na sumieniu. A to byłoby najgorsze...
Myślę, że to znak. Chciałabym w tym roku przełamać się i pójść na terapię. To chyba dobry moment, póki nie wydarzy się coś gorszego...
Boże, z jednej gównianej sytuacji wyszłam, zajęło mi to cholernie długie 12 lat. Dałam radę, i miałam piękną wizję na lepsze życie. I wkopałam się znowu. Czuję, że gasnę. Dosłownie tli się we mnie wszystko. Tli ostatkiem sił... Nie mam nadziei, tak naprawdę. Na nic. Tak samo jak siły. Żyję i czuję się jak cień. A tam gdzie powinnam szukać pomocy, nie mogę...
Dla Ciebie, bo może kiedyś zrozumiesz, co się stało i jak bardzo mnie zniszczyłeś (choć wiem, że i tak tego nie zrozumiesz):