piątek, 28 kwietnia 2017

Naiwna...

Masz rację, jestem naiwna. Jestem z Tobą, a to od lat jest naiwne...

Stało się. Nie minęło nawet 20 dni. Miałam wypadek. Z nerwów, braku rozwagi i roztropności. Uważam się za dobrego kierowcę, ale nawet najlepszym zdarza się pomylić, zrobić błąd. Ale to nie jest najgorsze. Mogłam mieć ludzie życie na sumieniu. A to byłoby najgorsze...
Myślę, że to znak. Chciałabym w tym roku przełamać się i pójść na terapię. To chyba dobry moment, póki nie wydarzy się coś gorszego...
Boże, z jednej gównianej sytuacji wyszłam, zajęło mi to cholernie długie 12 lat. Dałam radę, i miałam piękną wizję na lepsze życie. I wkopałam się znowu. Czuję, że gasnę. Dosłownie tli się we mnie wszystko. Tli ostatkiem sił... Nie mam nadziei, tak naprawdę. Na nic. Tak samo jak siły. Żyję i czuję się jak cień. A tam gdzie powinnam szukać pomocy, nie mogę...

Dla Ciebie, bo może kiedyś zrozumiesz, co się stało i jak bardzo mnie zniszczyłeś (choć wiem, że i tak tego nie zrozumiesz):

czwartek, 13 kwietnia 2017

Odzyskać radość życia

Jak odzyskać radość życia? Niby wiem, sama to doradzam ludziom. Ba, nawet w podobnych sytuacjach im radzę. A jak jest? Tak, że nie potrafię tego zrobić sama. O ironio losu...
Kiedyś się już podniosłam po problemie. Zajęło mi to jakieś 12 lat, ale sama to uczyniłam. I byłam wtedy szczęśliwa. A czy dziś jestem? Nie. Nie jestem...

Bzdetne rzeczy wprowadzają mnie z równowagi. Wiem, że powinna pójść do psychologa. Wiem, ale nie idę. Trzeba nie mieć toksyny wokół siebie, żeby to wsparcie zadziałało. A ta toksyna jest i będzie jeszcze trochę ze mną. Ta poprzednia i ta obecna. Z tą obecną wiem, że sobie poradzę, bo już radzę. Nie potrafię sobie radzić z tą poprzednią. I patrzę w te małe brązowe oczka i wiem, że tak tosyna jeszcze będzie. Boję się. Boję się, że nie mam czasu na odzyskiwanie radości życia. Czas lecie, lata mkną, a ja jestem w tym samym punkcie. Tylko bardziej zmęczona, zestresowana, załamana, bezradna. 

Kocham te małe oczka najmocniej na świecie ...

środa, 5 kwietnia 2017

Opadam z sił...

Od blisko 4 lat ciągle to samo. Zdrada. Brak szacunku. I zamiatanie tego pod dywan. Jak nawet było dobrze to znowu wyszło kłamstwo. A do tego dochodzą moje inne problemy. Opadłam z sił. Czuję to i widzę. Czuję się kiepsko. Bardzo. Jak nigdy w życiu.
Udaję, że daję radę, że jestem szczęśliwa. A prawda jest taka, że mój poziom frustracji sięga zenitu. Tyję, źle śpię, nie mam ochoty na nic. Wszystko co robię, robię dwa razy dłużej - jeśli robię, bo czasem i na to nie mam ochoty.
Ostatnio wjechałam facetowi w tył auta na prostej drodze. Bo jak zwykle myślałam o problemach, zagapiłam się. Niby nic się nie stało, ani mi, ani jemu. Ale zdarzyło się raz, może zdarzyć się drugi. Mam dla kogo żyć i mam jakiś cel w życiu. Tylko się boję. Boję się tego, co będzie. Co mnie zastanie, jak problemy się skończą. Na razie widzę marazm... 

Aaa, za niedługo minie 2 lata od kiedy zaczęłam pisać tego bloga. 2 lata od kiedy nie mieszkamy razem. 2 długie lata stagnacji i 2 długie lata braku perspektyw na coś lepszego. Aż w końcu 2 lata na czekanie na obietnice bez pokryć...