Nigdy nie było idealnie. Bo ideałów nie ma. Nie było kłócenia się, fochów, cichych dni, trzaskania drzwiami. To mi imponowało. I w sumie dalej tak jest. Wydawałoby się, że jest normalnie. Ale były tajemnice, których może było za dużo. Przychodzi taki moment, że nie wie się, co jest już prawdą, a co nie. Mówi, że kocha, a ja zastanawiam się czasem czy to prawda. Wiem, że tak. Ale... i jest to ale...
Zaczęło się niespodziewanie. Smsy, rozmowy, spotkania, maile i tak minęło 5 lat. To nie były idealne lata, choć dwa pierwsze tak bym określiła. Był uroczy. Inny. Wydawało się, że docenia to, co ma. Że akceptuje. I nagle wszystko się zmieniło. Nagle okazało się, że jestem z zupełnie kimś innym. Aroganckim, chamskim, przykrym, wytykającym wszystko, z tak wielkim ego wypieprzonym w kosmos, że większego nie ma. Dwie osoby. Jakby dwaj bracia bliźniacy.
Chciałabym, żeby było tak jak kiedyś. Zaufałam tej miłości, oddałam serce, bezgranicznie walczyłam, żeby to ratować, dając wszystko co mam. I co mi zostało - skrzywdzone serce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz