Tajemnica goni tajemnicę. Nigdy o nic nie pytałam. Bo się ufa. Kochając to nawet bezgranicznie. I bezgranicznie stara się tego zaufania nie stracić u ukochanej osoby. Wychodzę z założenia, że im mniej wiesz, tym dłużej żyjesz spokojnie. Poza tym, jak chcesz oszukać, to i tak to zrobisz. Zawsze mamy jakieś tajemnice. Każdy je ma. Szkoda, że niektórzy, jak mój mężczyzna, robią z siebie debili kiedy im zawraca się na to uwagę.
Zaczęło się od tego, że po dwóch latach bycia razem dowiedziałam się, że tak naprawdę jestem kochanką. Kiedy przestałam nią być, bo się rozwiódł (w sumie nie dla mnie), okazało się, że muszę zmierzyć się z jego kolejnymi kochankami. Ciągle byłam z nim i jeszcze z kimś. Ciągle był ktoś jeszcze. Żeby było śmiesznie każdą z nas kochał, każdą mamił i okłamywał. Zawsze wracał, więc może mnie kochał bardziej? Nie wiem, i nawet nie chcę już tego wiedzieć.
Chyba miałam tą przewagę nad pozostałymi paniami, że o nich zawsze wiedziałam. Nigdy bym się nie spodziewała, że ze strzępków informacji można znaleźć kogoś i wiedzieć o nim niemal wszystko. Genialny ze mnie detektyw;)
Przy pierwszej z nich, moje serce było tak złamane, że gorzej się nie dało. Ale chciało walczyć o miłość. Zmieniłam siebie, zmieniłam swoje życie, wszystko poświęciłam dla tego "jedynego". Usłyszałam wtedy od koleżanki, że wypiękniałam, że miłość potrafi tak człowieka uskrzydlać. Tak naprawdę to była desperacja. Zrobiłam coś dla siebie, ale ogromnym kosztem. Schudłam, nie jadłam przez dwa tygodnie, nabawiłam się nerwicy. Byłam na każde pstryknięcie palcami. Żyjesz w ciągłym stresie, bo nie wiesz co będzie dalej. Jak chciał się z nią spotkać to kłamał, że z kolegami idzie na trening. Oczywiście nie było mowy o tym, żeby coś napisać lub zadzwonić. Musi odpocząć. Dałam mu czas do końca roku (jakieś 3 miesiące) na zmianę. Byłam gotowa odejść. Ale pech chciał, że przylazł z podkulonym ogonem. Zaczął znowu się starać. Zmiękłam. A nie powinnam. Powinnam w twarz rzucić mu jej rzeczy znalezione w domu. Wściekła byłam na nią. Ale tak naprawdę była w tym wszystkim niewinna. Nie jej wina, że trafiła na takiego faceta.
Uznałam, że jego zmiana jest warta zaryzykowania dalszej walki.
Ale nie było już tak samo. Z uroczego mężczyzny stał się zwykłym chamem. Na każdym kroku udowadniał mi, jak to określił, że "jestem głupia jak but". Nie minęło pół roku, a pojawiły się kolejne panny. Szybko znikały, pojawiały się kolejne. Durne baby korzystające z portali randkowych. Aż pojawiła się ta najbardziej kochana panna (fanka samojebek w solarium). Ten sam schemat zdrady. Z tym, że tym razem dużo większe obietnice, jak się okazało.
Gdyby nie to, co mnie przy nim trzyma, odeszłabym już dawno. Całe szczęście to nie jest miłość. Choć kocham go bardzo i wiele bym dla niego zrobiła. Szkoda, że to nie działa w dwie strony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz