Ogarnia mnie taki autentyczny brak chęci oglądania go. Nawet na święta go nie zaprosiłam. Niby sam zaproponował, ale ja nie miałam ochoty robić tego pierwsza. Chyba trochę liczę, że samo się to rozwali. Chciałabym, żeby to już nastąpiło, bo nie chcę mi się z nim ani gadać, ani oglądać, ani nic.
Zaczynam żyć swoim życiem, swoimi planami. Nie widzę szansy powrotu, bo do czego. Do tych kłamstw, obłudy i chamskiego traktowania? Nie mogę na niego liczyć nawet w najbardziej przyziemnych rzeczach.
Ciekawa jestem, jakie kłamstwo mi wciśnie za tydzień?
Ciekawa jestem, jakie kłamstwo mi wciśnie za tydzień?