Nawet nie wiem, jaki powinnam dać tytuł posta. Może do 3 razy ... A. K. J. I ile jeszcze?
Czy to naprawdę tak dużo, żeby wymagać od kogoś szacunku, i mówienia prawdy? Pięć miesięcy temu usłyszałam, że wszystko się zmieni, że nie będzie żadnych głupot, i co? I jest kolejna kretynka, która traktuje go jak super faceta. Swoją drogą coraz gorsze te panie sobie wybiera, paskudy poprostu.
Mam mętlik w głowie. Miliony pytań, co robić dalej. Rozmawiać i ratować czy odejść bez słowa? Nie wiem co lepsze. Serce jest za tym pierwszym, a głowa za drugim. Mam dość włosów w całym mieszkaniu, zdjęć na kompie, i dzielenia się tym, co moje. Niby kocha a pozwala, żebym czuła się tą najgorszą. I to ja się nie staram, to ja nie walczę. Ale ja się już na walczyłam, i co dostałam w zamian? Kolejne kochanki. Boje się, strasznie się boje. Mogłabym odejść, ale się boje. Że się będzie mścił i odbierze mi to, co kocham najmocniej. Już teraz wiem, dlaczego tak wymownie patrzyły na mnie pewne osoby. Teraz rozumiem ich zachowanie. Powinnam się była od razu zorientować...
Naprawdę chciałabym wierzyć w to, że będzie ok. Ale przestaję mieć na to siłę. Nawet nie wiarę, tylko siłę. Miał wszystko. Uczucie, wsparcie, zmianę jakiej nikt by może dla niego nie zrobił, a co daje? Złamane serce...
Zawsze w nas wierzyłam i chciałbym, żeby było tak jak kiedyś. ...