środa, 26 września 2018

Przepraszam...

Nie wiem czy jestem gotowa na te słowo. A mi je napisałeś. Na urodziny, przy okazji życzeń. Pół dnia zbierałam się, żeby odpisać, że dziękuję za życzenia. Bardzo dużo mnie to kosztowało. Kolejne kilka miesięcy mnie to boli. Boli i wzbudza strach. Ode mnie życzeń urodzinowych nie otrzymałeś. Bo i po co? Nie umiem udawać, że jest ok. Nie da się od tak przeprosić. Nie sądziłam, że po blisko roku będą tak mocno kipiała złością do Ciebie. Nienawiścią. 
Skrzywdziłam samą siebie, będą z Tobą i pozwalając Ci na zniszczenie mnie. Trudno to wszystko odbudować. A czas leci. Umyka mi przez palce. Staram się nie pokazywać tego, co mi w sercu gra. Ale bardzo się boję, jutra, przyszłości. Wszystko co robię, wydaje się takie mało istotne. Trudno się uczę, koncentruję, robię banalne błędy. Czuję, że tracę siebie. W sumie to będąc z Tobą, straciłam siebie bezpowrotnie. Nie umiem wrócić do tego co było kilka lat temu. I boję się, że już nie wrócę. Z każdym dniem tracę wiarę.
Beznadzieja, tak w jednym słowie...
I znając się trochę na psychologii, wie że powinnam pójść na terapię. Czekam. Odwołałam ją z początkiem lata, bo wydawało mi się, że jest dobrze. Czasem, chwilowo tak. Ale potem przychodzi standard, proza życia i jest nijak. Powinnam wierzyć, że terapia pomoże, ale często mam wątpliwości. Wydaje mi się, że wyolbrzymiam, że inni mają większe problemy. Może wymyślam?
Masakra tak bać się wszystkiego i być wkurw*onym na wszystko...
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz