czwartek, 5 października 2017

Chłodnym okiem...

Tak chłodnym okiem... Pierwsze dwa dni były trudne, ale ogarnął mnie spokój... Myślę o tym wszystkim, ale mnie to już nie stresuje. Z dnia na dzień poczułam, że jestem wolna, spokojna, nieuwiązana do niczego i nikogo. Zniszczyła mnie ta miłość. Czuję to po tym spokoju. Uczę się tego spokoju na nowo. I jest mi z tym dobrze...

Nie spodziewałam się, że on tak zareaguje. Tak jakby mu to było na rękę. Poddał się, poświęcił nas w imię czego? Nie dowiem się już, ale ważniejsze było, żeby nie rozmawiała z Alicją, bo biedna już też coś takiego przeżyła. Serio?!?!?! Jak to nawet 4 razy przeżyłam. I żyję dalej. Z dużym bagażem doświadczeń, ale żyję. 
Jestem z siebie dumna. Do pewnych decyzji trzeba dojrzeć, może coś wycierpieć i znieść, aby podjąć właściwe decyzje. Nie wiem sama. Na pewno wiem, że w życiu nigdy nie można mówić nigdy. Nigdy nie wiemy w jakiej sytuacji postawi nas życie, czego zapragnie abyśmy doświadczyli. Wyobrażamy sobie, że tak a nie inaczej zareagujemy. I kiedy przychodzi ten moment, życie weryfikuje nasze zachowania i czyny...

Kupiłam sobie zegarek na rękę, żeby oduczyć się chodzenia ciągle i wszędzie z telefonem. Strasznie do miłe uczucie nie czuć kontroli i strachu przed tym, co tam będzie napisane. Detoks od niego i pewnych przyzwyczajeń. Już czuję, że jest mi lepiej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz