niedziela, 13 sierpnia 2017

Myślę o Tobie...

Autentycznie, myślę cały czas. Może to już obsesja. Myślę, o tym co dziś odkryłam, o tym co odkryłam wcześniej. Powinnam odejść. Ale wiesz, zwisa mi to. Wcześniej czułam złość i rozpacz. Teraz jest mi zwyczajnie przykro. Obiecałeś mi coś dwa lata temu i pod koniec zeszłego roku. I co? I nic. Dalej mnie zdradzasz i wciskasz kit. Mam inne problemy na głowie i Ty nie jesteś już dla mnie problemem nr 1. Chciałabym Ci dopiec, zemścić się. Z jedne strony chciałabym, żebyś poczuł to, co ja. Z drugiej wiem, że masz to w dupie. I to boli. Bo wydawało mi się, że zakochałam się kiedyś w kimś innym. Kimś kto ma uczucia, kto ma serce i sumienie. Zdaje się, zabrakło Ci tego dla mnie. Ta dziewczyna nie jest winna, żadna w sumie nie była. One nawet o mnie nie wiedziały. Wszystko jest takie skomplikowane. Nienawidzę ich, bo są, ale są tak naprawdę bogu ducha winne. I też są ofiarami, tak jak ja... Mogłabym i Alicję uświadomić, ale po co? O mnie żadna by się nie zatroszczyła...
Mam mieszane uczucia, bo coraz częściej zastanawiam się jakie jest bardziej silne: miłość czy nienawiść? Bo mam w sobie dla Ciebie już oba...
A miało by tak pięknie... Szkoda... Było minęło i nie wiem czy jesteśmy jeszcze w stanie cokolwiek z tego "było" uratować. Prawdopodobnie nie... 
A może to taka wegetacja. Fajnie się spotkać raz na jakiś czas, coś tam porobić i się zmyć. Tylko, że mi to już nie wystarcza. Powiedziałeś ostatnio, że w dupie masz rodzinę, że nie masz jej i tak jest dobrze. A jeszcze rok temu deklarowałeś, że chciałbyś być moim mężem i mieć ze mną dziecko. Problem jest teraz taki, że ja nie wiem czy chcę. Bo gdybym miała żyć tak jak teraz do końca życia, to chyba nie chcę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz