Nigdy nie zapomnę słów moich koleżanek z pracy sprzed 4-5 lat: "Jak miłość uskrzydla". Zmieniłam się dla niego, fizycznie i psychicznie, to była ta zmiana, która miała uskrzydlać. A stało się tak, bo dup*k mnie zdradził pierwszy raz. Stanęłam na rzęsach, żeby nas ratować. Dziś wiem, że nie było warto. Owszem, miałam skrzydła, ale mi je odciął. Odciął, zniszczył i wyrzucił. I nie mogę ich odzyskać.
Bywają takie dni, że go nienawidzę, ale większość jest takich, że jest mi to już obojętne. Postawiłam sobie nowe cele, choć czuję ogromny strach.
Każdy widzi to, co chce widzieć. Widzimy ideał, który sami kreujemy w oczach innych, a prawda może być zupełnie inna. Zapytał mnie ktoś ostatnio, czy mocno przeżywałam odejście, bo nic po mnie nie było widać. Kto chce widzieć, to zobaczy. Nie jestem typem płaczki. Przeżyłam ten związek okropnie, psychicznie i fizycznie. Dobra mina do złej gry? Tak, zdecydowanie. Nie lubię być w centrum uwagi. Poza tym, po co ma mi ktoś współczuć, nie znając prawdy.
Przyjdą dobre dni. Nadzieję mieć trzeba...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz