I co dalej? Nie ma szału, nie ma motylków w brzuchu, nie ma radości. Jest strach. I chęć przestania się bać. Naprawdę się boję, boje się, że mi go zabierze, a dla mnie nie ma nic cenniejszego na świecie...
Właśnie pomyślałam sobie, że może by dać temu szansę. Boże, kolejny raz. Kiedyś w to naprawdę wierzyłam, a teraz się boję. Może moje warunki będą dla niego do zaakceptowania? Może się zmieni? Może dla mnie to zrobi? I teraz nie wiem, czy sobie to wybić od razu z głowy czy łudzić się dalej? Wiem, co bym usłyszała od innych - to pierwsze...
Okłamuje mnie, a twierdzi, że docenia. Ładne mi gadanie. Mieszka z inną, żyje z inną, a mi nawet tego nie zaproponuje. Nie planuje życia. Obiecał coś i nie dotrzymuje słowa. Ja nie mam już 20 lat żeby tak czekać ciągle. Czy aż tak dużo wymagam - tylko trochę szczęścia i spokoju i bliskości kogoś kogo się kocha. Rzadko mu to mówię, ale go kocham. Mimo wszystko. Tylko jak długo będzie to mimo wszystko?...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz